RSS
środa, 31 lipca 2013

Kupując psa analizujemy rodowody i pokładamy duże nadzieje w jego zdrowiu, oczywiście zdając sobie sprawę, że wielu rzeczy nie da się przewidzieć. Czasami wychodzą nieznane dotąd choroby, a czasem po prostu genetyka płata figle. 

Obecnie, patrząc z perspektywy czasu myślę, iż pierwsze objawy zaczęły się już jakiś czas temu, ale o samej chorobie dowiedziałam się stosunkowo niedawno, więc poprzednie incydenty mnie zastanawiały, ale zakładałam, że to po prostu borderowa schiza czy może mój pies się zgasił, jest zmęczony. Standardowym objawem jest przerwanie przez mojego psa pracy i stanie/leżenie, niechęć ruszenia się z miejsca, a obecnie gdy wiem o chorobie obserwuję też łapy i kiedy pies już zacznie się ruszać są one sztywne. Sytuacja która uświadomiła mi, iż może to mieć inne podłoże aniżeli przypuszczałam miała miejsce nieco ponad miesiąc temu. Po treningu frisbee pies wracał do domu - truchtał sobie w stronę klatki schodowej aż w którymś momencie się zatrzymał i tylko się na mnie patrzył, gdy jego łapy momentalnie zaczęły sztywnieć, a on sam mimo iż widziałam, że starał się utrzymać równowagę, chwiał się na nogach i mało nie wywracał. Nie trwało długo, gdy objawy ustąpiły. Niedługo po tym miał miejsce kolejna sytuacja, która utwierdzała mnie w przekonaniu, że to może być zapaść powysiłkowa.
W naszym przypadku (bazując na poprzednich wydarzeniach) choroba daje sobie znać z reguły przy wysiłku fizycznym i dużym pobudzeniu, nakręceniu.
Badań na tę chorobę u rasy border collie na razie nie ma, trwa tworzenie ich. Na razie muszę czekać by móc mieć oficjalne potwierdzenie i opieram się na domysłach. Grace, nawet jeśli okaże się że rzeczywiście jest chora, będzie normalnie żyła i nie przestaniemy też trenować (choć oczywiście będę musiała w pewnym stopniu ograniczyć sport). 


Tagi: Grace
08:20, psiejstwo
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 lipca 2013

Początek lipca spędziłam w Annówce, na obozie frisbowym prowadzonym przez Agnieszkę i Paulę :)

Wyjazd dla mnie zaczął się już 29 czerwca, gdy przyjechałam do Warszawy do Zosi i Skippera, by następnego dnia w południe wyjechać pociągiem w kierunku Poznania :D

Podróż hmmm.... Była niewątpliwie ciekawa i upewniła mnie w moim przekonaniu, że ludzie (a szczególnie starsze panie) potrafią być na prawdę upierdliwi z głupich, błahych powodów :P No i że jazda w wąskim korytarzu, z masą bagażu i dwoma psami nie jest taka zła ;))) Po krótkiej podróży (jedyne 2,5 h!) byłyśmy już w Poznaniu, a stamtąd zostałyśmy odebrane i przewiezione do Annówki :) 

By Zosia :)

W poniedziałek zaczęły się treningi i trwały do piątku. Jestem stosunkowo zadowolona z mojego psa, szczególnie porównując do poprzedniego roku. Od zawsze kocha skakać i robi to kiedy może, nawet do niskich rzutów, a teraz zaczęła i myśleć, i czasem czekać, i ładniej lądować. Z puszczania, aportu, łapalności też byłam zadowolona, ale z tym mój pies raczej ogólnei nie ma problemu :) W ostatnie dni dawała znać o sobie nasza stała zmora - praca na odległość i overki :P Do overków ja nie umiem rzucać, a mój pies wysyłać się i odklejać ode mnie nie lubi

Frisbee chyba jednak nie jest naszym sportem ;))

Tak czy inaczej, obóz wspominam baaardzo miło, towarzystwo było przednie, jedzenie również, nie zapominając o treningach, które na prawdę dużo mi dały :) 

15:29, psiejstwo
Link Dodaj komentarz »